"filozofijki"
-
Miłość Boga i bliźniego
Miłość Boga i bliźniego to nie „przykazanie”, nakaz! Miłości nie można nakazać, zmusić do niej! Miłość Boga i bliźniego to dwa „kanały”, dwa „zawory bezpieczeństwa”, z których powinna uchodzić z nas miłość, którą Bóg w nas nieustannie „pompuje”! Gdy przestaniemy wydawać z siebie tej miłości, to „pękniemy” z jej nadmiaru! Na sądzie ostatecznym, gdy zobaczymy ile Bóg w nas wlał swej łaski, jak zostaliśmy nią przesyceni, a jak mało jej wydaliśmy, to „wybuchniemy” z rozpaczy i żalu! Łaska przez nas nie wydana, lecz zatrzymana staje się egoizmem! Wiedzą to zapewne ci, którzy np. są samotni, którzy nie mają kogo kochać… Duszą się…
-
Optymizm
Optymizm to grzech naszej epoki (Ratzinger). To grzech przeciw cnocie nadziei. W imię optymizmu zaprzestano mówić o złu, o grzechu, o potępieniu, o konieczności nawrócenia, o życiu wiecznym, o sprawach ostatecznych. I to zniszczyło nadzieję jako cnotę teologalną. Myślę, że to jest jeden z grzechów „przeciwko Duchowi Świętemu”. To jest ten „swąd szatana”, o którym wspominał Paweł VI. On wdarł się do Kościoła i wyparł nadzieję! Cnota nadziei została zamieniona na „zasadę nadziei” czyli optymizm. Gdzie Lenin, tam Nowe Jeruzalem! (Ernst Bloch). Nadzieja, że człowiek może dzięki postępowi i nauce odzyskać utracone przez grzech pierworodny panowanie nad naturą, jest błędem. To „myślowe barbarzyństwo” (G. Vico).
-
Pogańska Polska
Ludzie dziś zamienili Boga na ekspertów, profesjonalistów, menegerów, coachów, self-made manów. Oni mają zapewnić nam sprawność, atrakcyjność ciała, zdrowie, satysfakcję seksualną i zawodową, oraz dobrobyt materialny. Oni są dzisiejszymi „bożkami”, do których przychodzimy się radzić. To im składamy ofiary i to… z dzieci! („Po co mi drugie dziecko, skoro mi ono sylwetkę zniszczy lub obniży status społeczny mego życia!”). A więc pokładam ufność w ludziach, w sobie samym lub w pieniądzach. Dlatego kolejne „bożki” to banki lub polisy ubezpieczeniowe. To im teraz „palimy kadzidełka” ufając, że one nam dadzą bezpieczną starość lub „fajną” młodość. To są „bożki” które wyłączyły „starego, poczciwego” choć w pogański sposób pojmowanego Boga. Tak! Boga Trójjedynego, ale pogańskim kultem otaczanego! Nie staliśmy się ateistami…
-
O apostazji
Ostatnio zdenerwował mnie pewien fragment przeczytany w jednej z książek, a dotyczący apostazji. Autor powtarza tam jak mantrę utarty przez nie wiem kogo i wałkowany slogan, że przyczyną apostazji z Kościoła (tych formalnych, ale w sumie to także tych „cichych”, czyli po prostu odchodzenia wiernych z Kościoła), jest… gorszące świadectwo księży i biskupów. Oczywiście chodzi o te wszystkie pedofilie i inne ekscesy z Dąbrowy Górniczej, i temu podobne… Ja naturalnie nie polemizuję z tym, że te ekscesy to tragedia dla Kościoła. To oczywiste! Nie mogę się tylko zgodzić z tym, że jest to główny, albo jeden z ważniejszych powodów odchodzenia ludzi z Kościoła. Według mnie to nie jest powód odchodzenia ludzi z Kościoła,…
-
Metoda przemiany człowieka
Opiszę tu metodę przemiany człowieka. Co mam na myśli? Chodzi mi o utworzenie „nowego człowieka”, czyli „wkodowanie” nowej mentalności w ludzkość. Jest to metoda wypracowana przez Kościół, przez chrześcijan. Sądzę, że pochodzi ona od Boga (sam Jezus się nią posłużył). Niestety metoda ta została skopiowana, „odmałpowana” przez Złego i wykorzystana przez niego to utworzenia człowieka o „szatańskiej mentalności”, jaki zaczyna dominować w dzisiejszym świecie. Czy Kościół może tę metodę wykorzystać znów dla siebie? Nie wiem. Pytanie jest otwarte… Będę posługiwał się czasem określeniami światowymi, czasem będę je przekładał na pojęcia ewangeliczne. A więc… Zacznę od skrótu. Jezus Chrystus przyszedł na świat, by stworzyć „nowego człowieka”. Św. Paweł go nazwie człowiekiem „doskonałym, (dorosłym) do miary wielkości według Pełni Chrystusa”…
-
Dlaczego ludzie „odpływają” z Kościoła?
Wydaje mi się, że powód jest dosyć prosty: nie odkryli perły! Kościół jest perłą, jest największą „wartością” jaką zostawił nam Jezus. Jest bezcenny, ponieważ posiada wszystkie „środki zbawcze” czyli wszystko to, co ma człowiekowi pomóc w komunii z Bogiem. Szczególnie cenna jest tu Eucharystia. I można by pozostać na tej diagnozie. Rodzi się jednak pytanie: dlaczego ludzie nie odkryli tej perły? Przecież jest ona widoczna gołym okiem? Powodów może być kilka. Pierwszy: ludzie nie wiedzą co jest im tak naprawdę potrzebne. Oni namiętnie biegają za tym, czego potrzebują, ale nie koniecznie za tym, co jest im autentycznie potrzebne! Są „głodni” i pragną się nasycić, ale pokarmy które spożywają ich nie nasycą! Wręcz…
-
Gwoździe do trumny Kościoła
św. Hilary z Poitiers napisał kiedyś: Nie mamy już cesarza, który nas prześladuje, lecz musimy walczyć przeciwko jeszcze bardziej przebiegłemu nieprzyjacielowi, który nas zwodzi; nie biczuje naszych pleców, ale głaszcze nasz brzuch; nie konfiskuje nam dóbr, lecz popycha nas ku bogactwu, by zadać nam śmierć; nie wiedzie nas ku wolności przez więzienie, ale ku niewoli, goszcząc nas i schlebiając w pałacach; nie obija naszego ciała, ale zawłaszcza serce; nie odcina nam głowy mieczem, ale zabija duszę pieniądzem. Cyt. za: R. Skrzypczak, Między Chrystusem a…, s. 387. I to jest dzisiejszy „ból” Kościoła! Syty żołądek! Nic tak nie szkodzi uczniom Jezusa jak „święty spokój” i dobrobyt. Kościół rozwija się, „zdobywa uczniów”…
-
Czy Kościół umrze?
Papież Franciszek – szalony czy święty, czyli między lękiem soli a imperatywem światła Może się mylę, ale mam wrażenie, że wielu „chrześcijan” przeżywa dziś swego rodzaju rozdarcie serca. (Używam słowa „chrześcijan” z znaczeniu potocznym. W rzeczywistości nie występuje dziś chyba chrześcijaństwo w czystej postaci. W każdym z nas jest trochę poganina, trochę Żyda, trochę chrześcijanina. Wielu nawet tego nie dostrzega, co jest powodem całego zamieszania. To jest zadanie jakie jest przed nami: uwalniać się od mentalności poganina i Żyda, a stawać Nowym Człowiekiem. I to się nazywa METANOIA. Szerzej o tych zafałszowanych mentalnościach i o konieczności nawrócenia piszę TUTAJ). A więc na czym ono polega, owo rozdarcie? Na pewnym zdezorientowaniu wobec wyboru drogi…