Ofiarowanie Pańskie
Przeżywamy dziś Święto Ofiarowania Pańskiego, albo MB Bożej Gromnicznej, ale także kolejny Dzień Życia Konsekrowanego. Tyle nazw na ten dzień dzisiejszy, takie bogactwo a z nim także Bogactwo Słowa jakie otrzymujemy
I tak proroka Malachiasz w I czytaniu mówi: nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. I to proroctwo spełnia się w osobie Jezusa Chrystusa, ta przepowiednia widzimy ją jak realizuje się ona w dzisiejszej Ewangelii. Przybywa do świątyni Pan – czyli przybywa Jezus Chrystus, który jest oczekiwany…
Oczywiście powiemy: niewiele jest tych osób, które oczekują Pana, bo widzimy właściwie tylko Symeona i Annę. Ale trzeba pamiętać, że przez tą dwójkę On jest ROZPOZNANY, podczas gdy oczekiwany był przez cały Naród jako wytęskniony Mesjasz. Na Niego czekali wszyscy Izraelici – rozpoznała Go tylko ta dwójka starców, no i oczywiście Józef i Maryja, ale Oni akurat byli inaczej wtajemniczeni w te Boże plany. Warto to zauważyć, bo i dziś my oczekujemy drugiego przyjścia Mesjasza, oczekujemy Jego paruzji. Pytanie: czy gdy przyjdzie to Go rozpoznamy? Popatrzcie, Jezus 30 lat żył pośród ludu, który Go wyczekiwał, a tylko nieliczni w tym czasie Go rozpoznali? Czy myślicie, że nam nie grozi to samo? Że Go nie rozpoznamy?
W Ewangelii zaś mamy wypełnienie już nie przepowiedni prorockich, ale wypełnienie wielu przepisów Prawa starotestamentalnego. Wiemy, że gdy kobieta urodziła chłopca to po 8 dniach należało dokonać obrzezania i nadania imienia. I tak stało się w życiu Jezusa. Otrzymał wtedy to imię, którym nazwał Go anioł: po hebrajsku Jeszua – czyli Jahwe zbawia co my w wersji zlatynizowanej wypowiadamy jako Jezus.
Ale potem kolejny przepis mówił, że po urodzeniu dziecka matka przez pewien czas pozostaje w pewnej „nieczystości rytualnej”. Nie należy tej nieczystości mylić z jakimkolwiek grzechem, a już na pewno z grzechem przeciw 6 przykazaniu. To nie ma nic wspólnego! Tak bowiem nazywano każdy stan człowieka, w którym on się mógł znaleźć z różnych powodów, a który to stan wykluczał go z możliwości uczestniczenia w życiu religijnym. W zależności o jaki czyn ściągający nieczystość chodziło mógł ten stan potrwać dłużej lub krócej. Wiemy, że np. dotknięcie zmarłego powodowało taką nieczystość do wieczora tego samego dnia (co widzimy podczas pogrzebu Jezusa) i wymagało specjalnego obrzędu oczyszczenia, by np. znów móc wejść do synagogi czy świątyni. Najogólniej mówiąc w tej nieczystości chodziło o to, że człowiek „zaciągał ją” gdy w jakiś sposób wszedł w konflikt z odwiecznym ładem i harmonią jaką Bóg stworzył w dziele stworzenia. Śmierć, ale też choroba były stanami, które ten ład zakłócały, bo Bóg stworzył świat by ten żył, rozwijał się pięknie, owocował zdrowo, a śmierć czy choroba to zakłócała. To samo czyniło wiele innych czynności życia codziennego, które szły w jakiś sposób „w poprzek” tej boskiej harmonii, które nie były kodesz – święte.
Do takich należał także poród. Wszak w myśli Izraela był on karą za grzech Ewy, wiązał się on zatem z grzechem z raju. Dlatego każda kobieta, która urodziła dziewczynkę pozostawał nieczysta przez 80 dni, a po urodzeniu chłopca przez dni 40. W sytuacji Jezusa i Maryi mamy ten drugi przypadek. Po upływie tego czasu kobieta miała przyjść do świątyni i złożyć ofiarę całopalną na swoje oczyszczenie. Co jak widzimy Maryja czyni.
Ale oprócz tego oczyszczenia matki – Maryi, mamy tu jeszcze jeden przepis, który był w Prawie i tradycji Izraela, a dotyczył on wykupienia pierworodnego dziecka. Jest to tradycja związana z nocą paschalną, kiedy Bóg zabrał czyli zabił wszystko co pierworodne w ziemi Egipskiej, a zostawił tylko to, co było zaznaczone, wykupione krwią baranka. Dlatego takie pierworodne dziecko było własnością Boga i należało je wykupić.
Co ciekawe, o ile Maryja za swe oczyszczenie składa ofiarę w wersji „dla ubogich” (bogaci mieli złoży baranka, ubogim wystarczyło by były to dwa ptaki), o tyle za Jezusa Józef którego było to obowiązkiem nie złożył ofiary! Prawo dopuszczało taką możliwość, ale oznaczało to, że dziecko to pozostanie własnością Boga. Nie chodziło o to że zostaje skazane na śmierć, ale o to, że rodzice godzili się, by to Bóg dysponował życiem dziecka i wykorzystywał je do swych planów zgodnie ze swoją wolą. Tak właśnie stało się w przypadku Jezusa, a jaki były te Boże plany – to już wiemy z dalszej cześci Ewangelii.
My dziś nie za bardzo rozumiemy tamtą mentalność, a już szczególnie trudno zrozumieć nam to ofiarowanie dziecka Bogu. Choć wielu z nas pewnie słyszało opowieści księży, którzy wspominali, że zostali księżmi i nie bardzo rozumieli skąd to powołanie dopóki ich mama nie powiedziała im, że gdy byli mali to ofiarowała ich Bogu. Ja znam osobiści przykład jednego takiego księdza. Gdy matka rodziła tego chłopca komplikacje porodowe były tak duże iż ojciec prosił wtedy Boga: „dziecko sobie weź, ale żonę mi zostaw” (tzn. tata zgodził się na śmierć dziecka przy porodzie, byle tylko żona ocalała, były bowiem inne dzieci do wychowania. Ojciec był wierzący, ale był antyklerykałem, nie cierpiał księży, i spodziewał się, że syn po prostu umrze. Tymczasem Bóg spłatał mu figla: ojcu antyklerykałowi uczynił syna księdzem). No i skończyło się tak, że żona przeżyła, a syn gdy dorósł został księdzem.
Tak więc Jezus nie był wykupiony, ale był ofiarowany Ojcu. Wszak jego rodzice wiedzieli jak cudownie się narodził i wiedzieli, przynajmniej w wielkim ogóle, że Bóg chce Go do jakichś swoich niezwykłych planów. Nie wykupili więc swego pierworodnego. Poprzestali tylko na obrzędzie oczyszczenia Maryi.
Kochani, to dzisiejsze święto stawia nas zatem przed wieloma pytaniami, m. in. przed tym ile jestem zdolny ofiarować Bogu? I nie chodzi tu o to, by nagle mamy swoje dzieci oddawały Bogu, by były księżmi lub siostrami zakonnymi. Zdąża się czasem i inna sytuacja. Rodzice planują życie swoim dzieciom. To oni wybierają im szkoły, zmuszają do nauki obcych języków, treningów sportowych czy Bóg wie czego, by w ten sposób planować przyszłą karierę dzieci. Piękne to i szlachetne… Tak się przynajmniej rodzicom wydaje… Tylko czy to są plany Boże wobec tego dziecka, czy tylko rodzic realizuje przy pomocy swojego dziecka swoje marzenia o sobie z młodości, marzenia których sam nie zrealizował, a teraz „uszczęśliwia” nimi swe dziecko.
Ale bardziej to pytanie do każdego z nas: czy mam jeszcze taką wiarę jak Naród Izraela, wiarę która z drżeniem, bojaźnią i szacunkiem podchodzi do wszystkiego co posiada jako do Bożych darów, darów jakie Bóg w swej łaskawości daje człowiekowi. Czy potrafię dostrzec, że nawet to, co wydaje mi się że jest tylko moje, na co zarobiłem trudem własnych rąk, w pocie własnego czoła nie jest tak naprawdę moje, lecz jest Boga. Że to On łaskawie mi czegoś użyczył i oczekuje – jeśli już nie samej wdzięczności w postaci oddania Mu części tego co mi dał – to przynajmniej zwykłego podziękowania Mu za te dary zwykłym słowem „dziękuję” wypowiedzianym na modlitwie. Bo my czasem żyjemy, jakbyśmy do wszystkiego mieli prawo, a zwłaszcza do tego za co płacimy. Nie widzimy, że nawet nasze pieniądze nie są nasze: są darem Boga. Dostrzegamy dopiero często tę smutną dla nas prawdę, gdy tracimy coś, czego się nie da kupić za pieniądze. Gdy tracimy zdrowie, miłość, zgodę w rodzinie, pokój… Wtedy jesteśmy skłonni, by zauważyć, że to jednak Boże dary, ale dopiero po starcie. A póki to mamy, to nie potrafimy za to podziękować… Nie potrafimy dostrzec że to był dar, ofiara Boga dla nas… Prośmy więc dziś Maryję i Józefa by dali nam oczy tak otwarte na Boże obdarowanie, jakie sami posiadali.