uroczystości

Znaleźliśmy JEGO gwiazdę… 

(Uroczystość Trzech Króli; Iz 60, 1-6; Ef 3, 2-3a. 5-6; Mt 2, 1-12)

Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon. Tymi słowami Mędrcy ze wschodu pytali w Jerozolimie o miejsce narodzin nowego, niezwykłego Króla Żydowskiego. Wydarzenie to opisane przez Ewangelistę Mateusza było wielkim zaskoczeniem dla króla Heroda, ale nie aż tak wielkim dla ówczesnych arcykapłanów i uczonych ludu. Znali oni starożytną przepowiednię żyjącego 700 lat wcześniej proroka Micheasza, który zapowiadał, że Mesjasz, nowy władca w Izraelu, ma się narodzić w Betlejem judzkim: a ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Micheasz nie tylko określił miejsce narodzin niezwykłego władcy, ale przekazał informację o Jego historii pochodzenia: pochodzenie jego od początku, od dni wieczności. A zatem miał to być nie tylko kolejny następca na tronie Dawida – takich było wcześnej już wielu – ale zarazem Ktoś niezwykły, Ktoś dotąd niespotykany!

Przepowiednie te – o narodzinach niezwykłego Króla –  widać krążyły wśród ówczesnych mędrców, astrologów, magów, czyli krótko mówiąc ludzi świata nauki dalekiego wschodu, skoro natrafili na nie także owi mędrcy ze Wschodu, którzy przybyli do Jerozolimy. Zresztą ich niezbyt chwalebny poprzednik, o którym czytaliśmy niedawno w Adwencie – Balaam syn Beora – już dużo wcześniej od Micheasza widział w oddali niezwykłą „gwiazdę z Jakuba”. W Księdze Liczb czytamy jego proroctwo: Widzę go, lecz jeszcze nie teraz, dostrzegam go, ale nie z bliska: wschodzi Gwiazda z Jakuba, a z Izraela podnosi się berło (Lb 24,17). Było to na 500 lat przed Micheaszem i 1200 przed wizytą mędrców w Jerozolimie. Pewnie znali i jego przepowiednie…

Łączenie narodzin kogoś ważnego z gwiazdą ma bardzo stare korzenie i pojawia się w wielu kulturach i religiach. W starożytności wierzono, że ciała niebieskie wpływają na los ludzi. Narodziny wybitnej osoby miały „odbić się” na niebie. Astrologowie obserwowali układ gwiazd i planet w chwili narodzin i na tej podstawie tworzyli horoskopy, starali się przewidzieć losy państwa pod rządami danego władcy. Szczególnie ważne były pojawienie się na niebie jasnej gwiazdy, rzadkie koniunkcje planet (np. Jowisza i Saturna), zaćmienia lub inne niezwykłe zjawiska. W różnych tradycjach religijnych gwiazda często oznaczała interwencję bóstwa na arenie świata. Tak to wyglądało u tych, których dziś nazywamy poganami. I możemy z przymróżeniem oka patrzeć dziś na ich „metody badawcze”, określać je jako „nienaukowe, zabobonne, zacofane”, ale z drugiej strony czy mamy do tego prawo? Czy nie było by wyrazem wielkiej pychy, a może nawet głupoty, gdybyśmy sądzili, że nasze współczesne metody są lepsze, doskonalsze? Nauka to jest to czym zajmują się naukowcy, a naukowcy to ludzie którzy w danym czasie uważani są za naukowców. Dziś za naukowców uważa się tych, którzy patrzą w ziemię, oglądają komórki ludzkie przez mikroskop, a kiedyś za naukowców uważało się tych, którzy patrzyli swoimi prostymi narzędziami w niebo, w gwiazdy. Którzy byli lepsi? Sądzę że ci, którzy lepiej dotarli do PRAWDY! Prawdą zaś jest Jezus Chrystus. Mędrcy ze wschodu dotarli do Niego. Współcześni naukowcy bardzo często oddalają się od Niego gubiąc Go zupełnie z horyzontu swego wzroku. Ale to nie my będziemy ich sędziami, lecz ich wnuki. 

Moi drodzy! Większość z nas pewnie na codzień nie zajmuje się nauką: ani nie spoglądamy na ziemię przez mikroskop, ani na niebo przez teleskop. Ale każdy z nas poszukuje (a przynajmniej powinien poszukiwać) w swym życiu PRAWDY. Chodzi o tę najważniejszą Prawdę, tę pisaną wielką literą: o Prawdę o ludzkim życiu, a sensie tego życia, o jego celu, o tym jakie znaczenie na naszej drodze życia mają ludzie, którzy się na niej znaleźli, jak powinniśmy się wobec siebie nawzajem zachowywać (jak budować, w oparciu o co) nasze międzyludzkie relacje. Dla czego, dla  Kogo warto żyć, warto „spalać” swoje życie, a dla czego nie warto… To są nasze „Jerozolimy i Betlejemy”, których powinniśmy poszukiwać i do nich zdążać. Czy tak robimy? Czy szukamy tej jedynej ważnej „gwiazdy” – Prawdy – Jezusa Chrystusa? Jeśli tak to gdzie jej szukamy, w jakich źródłach? Czy jesteśmy wierni w sumieniu poznanej Prawdzie? Czy potrafimy być konsekwentni i uczciwi w naszej pielgrzymce życia? Czy może zdradzamy Prawdę, jeśli nie jest z Nią nam „po drodze”? Wreszcie: czy szukamy dobrych pomocników, doradców w tych naszych poszukiwaniach? Niech te pytania towarzyszą nam dziś i na codzień w naszej wędrówce życia…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *