Warunek dobrego owocowania
J 15,1-11
Jezus używa pięknej metafory. Mówi o krzewie winnym, który dla mieszkańców Jego rejonów był dobrze znany. Oni wiedzieli jak uprawia się winorośl oraz co zrobić, by owoc był obfity. Widzieli co dzieje się z gałązka, która odrywa się od głównego „pnia”. Dlatego to porównanie było i jest czytelne. Człowiek nic nie może uczynić naprawdę owocnego bez łaski Bożej. Możemy być hiper-aktywistami, możemy działać, i działać, pracować i pracować, ale nie będzie ta nasza praca miała żadnego owocu! Liście będą okazałe, może nawet super zielone, ale nie będzie prawdziwego owocu. Bo prawdziwy owoc to życie wieczne! Całe nasze ziemskie działanie może w ogóle nie przełożyć się na życie wieczne, jeśli nie będzie „podłączone” do Jezusa. Tylko „soki łaski” z Niego płynące sprawiają, że wydajemy owoce dobre, a nie liście lub owoce kwaśne czy wręcz trujące.
Ileż dziś na świecie jest bardzo pracowitych ludzi… Robią majątki… dorabiają się (ciężką pracą!) olbrzymich fortun. Ale czy nie są to często zgniłe winogrona lub potężne liście! Komu te owoce, te fortuny służą? Jakie dobro rodzą w innych ludziach? Wszystko to zgnije i obróci się w nawóz! Choć może wielu ich chwali i podziwia, przyznaje im nagrody, często zazdrości, to jednak to co wytworzyli to nie zdrowy owoc, lecz zgniły! Okazały, czasem imponujący, ale… zatruty. Jedyny sposób na to, by owoc mojego życia był zdrowy (może i skromny, ale zdrowy, szlachetny) to wszczepienie w Chrystusa. A więc to musi być owoc, który powstaje dzięki sokom jakie w mnie pompuje Jezus. tym sokiem jest Jego miłość. Moje życie, owoce mojego życia, rodzą się dobre tylko z tych soków! Ich nie musi być dużo! Ważne by były życiodajne!
Jezus chce „pompować” we mnie nieustanie swą łaskę, swą miłość. A ja mam ją oddawać z siebie w postaci owców. Są nimi miłość Boga, miłość bliźniego i miłość siebie. Nie wydam sam z siebie nic, jeśli wpierw nie otrzymam, nie przyjmę „soku” łaski od Niego. A ten sok jest ZA DARMO! Jedyny warunek z mej strony: muszę być „podłączony” do Jezusa, wszczepiony w Niego. Inaczej – będę przez chwilę dawał wątpliwej jakości owoce lub liście, a potem uschnę… Umrę na wieki…
Tym co oczyszcza mnie jako gałązkę winną jest SŁOWO BOGA. Ono uzdrawia, ożywia, oczyszcza z toksyn świata. Ono jest cudownym lekarstwem i jednocześnie tą substancją życiową pompowaną we mnie. Dlatego ważne jest to wszczepienie, czyli otwarcie uszu serca na Jego Słowo. A On pragnie je dawać!