Świętość to TERAZ
Uroczystość Wszystkich Świętych
Uroczystość Wszystkich Świętych skłania nas (albo powinna) do refleksji na temat świętości. Chciałbym dziś zwrócić uwagę na jeden aspekt związany ze świętością, który może nam się zagubić, gdy pobieżnie podejdziemy do tematu. O jaki aspekt chodzi? O prostą sprawę: ŚWIĘTOŚĆ TO NIE JEST ANI CZAS PRZESZŁY, ANI PRZYSZŁY, LECZ TERAZ! My czasem myślimy, że na świętość to my CZEKAMY, że o nią się staramy, że musimy na nią zapracować, że to taka korona (aureola) którą założą nam na końcu życia w nagrodę za nasz trud! A to błędne myślenie! My w tej koronie JUŻ chodzimy! Już dawno nam ją założono!
Przypomina mi się w tym miejscu konferencja jednego z przełożonych seminaryjnych do kleryków. Mówił on klerykom pierwszego roku, na samym początku ich formacji, na jednej z pierwszych konferencji takie słowa: „Panowie, muszę was pocieszyć! Mamy piękny, duży budynek, w nim każdy z was ma pokój… I teraz dobra wiadomość: my ten budynek i ten pokój musimy posprzątać. A ta dobra wiadomość jest taka, że w ciągu całej waszej formacji musicie zrobić to tylko jeden jedyny raz! Na samym początku! A potem tę czystość w budynku to musicie już tylko… utrzymać”.
I dokładnie tak jest ze świętością! Świętość to nie czas przeszły, nie przyszły, lecz teraźniejszy! Nie musimy na nią zapracowywać naszymi wielkimi trudami – my ją już posiadamy! Wszak JUŻ zostaliśmy odkupieni, zbawieni przez Jezusa, a przyjąwszy chrzest staliśmy się świętymi! Teraz cały nasz wysiłek polega na tym, żeby tę świętość UTRZYMAĆ przez całe nasze życie, i przejść w tym stanie do życia wiecznego po śmierci.
A jaki mamy na to dowód? A choćby słowa z dzisiejszej Ewangelii… Jezus siedząc na Jeziorem w Galilei i nauczając wygłasza 8 błogosławieństw. Mówi w nich:
Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie… Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu.
To już teraz ci ubodzy, cisi, smutni, złaknieni… są błogosławieni. Już teraz są święci! Nie dlatego, że żyją bez grzechu, że nie dotykają ich żadne trudy i cierpienia, ale dlatego, że są dziećmi Ojca, który jest w niebie! Św. Jan Apostoł bardzo dobitnie to wyraził: Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego.
I to jest największy powód do radości, a nie to, że kiedyś, w przyszłości spotka ich jakaś nagroda za to, że teraz doświadczają życiowych utrapień. Owszem, kiedyś w przyszłości ujawni się o tym naszym synostwie jeszcze coś nowego, coś zachwycającego, coś czego teraz nie wiemy. Św. Jan podpowie, że „obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się to objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jaki jest”. Ale to już teraz jesteśmy dziećmi Boga, a więc świętymi.
Bycie świętym to życie ze świadomością, że już teraz jestem dzieckiem Boga, że już teraz jest dziedzicem wielkiego, potężnego i co najważniejsze – KOCHAJĄCEGO MNIE OJCA! Cały nasz ziemski dramat, to nie uznanie tej prawdy i życie jak „zaszczuty pies w koncie klatki” w oczekiwaniu, że ktoś mnie wypuści, albo co gorsza w postawie wyszczerzonych zębów na każdego, kto się do mnie zbliża – czy to z chlebem czy z odzieniem. Tak się czasem zachowujemy! Jak zaszczute zwierzątko które kurczowo rzuca się na resztki jedzenia, na ochłapy które podsuwa mu szatan, a nie wie, że jest PANEM bo jest SYNEM najwspanialszego z Ojców! Jakże inaczej wyglądało by nasze życie, gdybyśmy mieli tę świadomość, że już jesteśmy świętymi, i ją UTRZYMYWALI, a nie tylko raz na czas ją przywracali.
Pięknie tę świadomość świętości wyraził Dostojewski ustami jednego ze swych bohaterów w powieści „Bracia Karamazow”. Bohater ów, po odbyciu spowiedzi i swoim nawróceniu mówił: „Życie jest rajem i wszyscy jesteśmy w raju, ale nie chcemy tego uznać. Ale gdybyśmy chcieli to uznać, to już jutro byłby raj na całym świecie (…) Co tu dni liczyć, kiedy jednego dnia człowiekowi dosyć, aby całe szczęście zgłębił. Mili moi, dlaczego się kłócimy, dlaczego się chełpimy i wypominamy sobie nawzajem urazy?! Chodźmy do ogrodu, aby się cieszyć i radować (swawolić), kochać się nawzajem i chwalić, i całować i życie nasze błogosławić…” A mówił to człowiek, który umierał na suchoty, któremu zostało kilka dni tego życia. Ale on już to odkrył…
I to jest właśnie świętość! Odkrycie tej prawdy o Bogu Ojcu, o tym że jest On dla nas dobry i kocha nas bezgranicznie. A ten stan nie ma być jakąś przyszłością, na którą jak męczennicy przybici przez krzyż czekamy, lecz ma być naszym TERAZ, które przeżywam jak wolne i kochane dziecko Boże.