Które Królestwo wolisz?
Mt 5,1-12 (IV niedziela zwykła A)
Chrystus wychodzi dziś na górę w Galilei, gromadzi swoich uczniów i przedstawia im, proklamuje, ogłasza nową ideę – ideę, wizję swojego Królestwa, Królestwa Bożego. To swego rodzaju program założycielski, expose, albo konstytucja Królestwa Bożego. To program, za pomocą którego pragnie On przeprowadzić rewolucję światową. I ta rewolucja trwa! Ona dzieje się w sercach wszystkich, którzy przyjęli za swój, pokochali, ten program i żyją według niego. Potocznie nazywa się ich „chrystusowymi”, a więc chrześcijanami. Ale nie chodzi tu o ludzi ochrzczonych, polanych wodą w Imię Trójcy, zapisanych w księgach metrykalnych, ale o tych, którzy zaufali Jezusowi, uwierzyli Mu i weszli na „Jego drogę” czyli w Jego sposób życia! To są prawdziwi chrześcijanie! Czy należymy do grona tych ludzi? Czy należymy do tej wspólnoty naśladowców i wielbicieli Chrystusa zwanej KOŚCIOŁEM? Zobaczymy…
Codziennie modlimy się o to by „przyszło Królestwo twoje”, a ponieważ go nie widzimy, to budujemy tak naprawdę „królestwo nasze”. Jesteśmy niecierpliwi jak żydzi pod górą Synaj. Oni, gdy nie mogli doczekać się na Mojżesza z Jego Bogiem, to sobie urządzili własnego – ze złota. My robimy tak samo: nie widzimy i nie rozumiemy Chrystusowego Królestwa, to sobie tworzymy własną, swoją wizję królestwa, swoją wizję Kościoła, która niestety najczęściej jest domkiem z kart, „złotym bożkiem”.
Nie wiem czy zgadnę, ale sądzę, że u bardzo wielu z nas myślenie o Kościele, o wspólnocie uczniów Chrystusa i jej roli w świeci jest takie: Chrystus przyszedł na świat, wybrał Dwunastu, założył swój Kościół i dał mu zadanie budowania na świecie szczęścia, pokoju i dobrobytu. I teraz naszym zadaniem jako Jego współczesnych uczniów, jako członków tego Kościoła dziś, jest zlikwidowanie na świecie zła, a więc: wojen, głodu, niesprawiedliwości, podziałów między ludźmi, biedy, chorób – ogólnie mówiąc – wszelkich nieszczęść. Oczywiście do tego dochodzi jeszcze przekonanie wszystkich na świecie, by uwierzyli w Pana Jezusa! Do tego celu służy Ewangelia jaką nam zostawił jako swego rodzaju instrukcja. Gdy więc już wszystko to zostanie osiągnięte, gdy już wszyscy na świecie przestaną grzeszyć i ze złożonymi rączkami co niedzielę (a najlepiej codziennie) będą chodzić do kościołka, i przyjmować Komunię świętą, gdy już te 8 miliardów ludzi stanie się prawdziwymi, autentycznymi chrześcijanami, to wtedy na świecie powstanie autentyczne i pełne Królestwo Boże. I wtedy my powiemy: maranatha!, teraz już możesz przychodzić Pan Jezu! Wszystko Ci już przygotowaliśmy! Świat stał się Twoim Królestwem! Wszyscy są twoimi wyznawcami! Przyjdź i zasiądź na tronie, jakiśmy Ci przygotowali! Załóż koronę i króluj nam Chryste!
Niektórzy tak myślą, że taki jest cel chrześcijaństwa, że tego oczekuje od nas Jezus. I złoszczą się, że tak jeszcze nie jest. A dlaczego tak jeszcze nie jest? Bo wszystkiemu winni źli rządzący państwami, bo nie chcą wprowadzić dekalogu do konstytucji; grzeszni ludzie, bo nie chcą przestać grzeszyć; liberalni papieże, bo nie trzymają krótko swych owieczek, rozmywają zdrową doktrynę wiary i pozwalają im na błądzenie… itd…itd… Innymi słowy: ciągle mamy jeszcze okres „błędów i wypaczeń”, ale już niedługo stworzymy nowy plan pięcio lub dziesięcioletni, sobór, synod lub coś tam jeszcze, usuniemy jeszcze kilka niedoskonałości z Kościoła i na pewno – przy obecnych środkach medialnych – szybko takie Królestwo wprowadzimy…
Tylko, że to wszystko o czym tu (z dużym przejaskrawianiem) powiedziałem, to nie jest Królestwo o jakie chodziło Jezusowi! To nie jest cel Kościoła! Innymi słowy: tryumf Kościoła – w rozumieniu sukcesów jak rozumie go ten świat – to nie jest to, o co Jezusowi chodziło.
KKK w punkcie 677 mówi wyraźnie: „Kościół wejdzie do Królestwa jedynie przez tę ostateczną Paschę, w której podąży za swoim Panem w Jego Śmierci i Jego Zmartwychwstaniu (Por. Ap 19, 1-9). Królestwo wypełni się więc nie przez historyczny triumf Kościoła (zgodnie ze stopniowym rozwojem,) lecz przez zwycięstwo Boga nad końcowym rozpętaniem się zła.
A więc losem, przeznaczeniem Kościoła jest PASCHA! A Pascha to śmierć, to klęska, to przegrana! Nie historyczny tryumf i podbicie świata za pomocą Ewangelii, lecz porażka, przegrana. Ten świat stawia na sukces. Dla świata i ludzi żyjących jego sprawami pokonanie przeciwnika to wygrana, zwycięstwo. Liczą się: pierwsze miejsca, splendor, bogactwo, chwała, uznanie. To są wartości ku którym zmierza ten świat. Władcy tego świata i wszyscy, którzy im służą lub kibicują chcą właśnie tego – zwycięstwa! Wspaniałego świata! Dążą do tych sukcesów czasem po trupach i wszystkich chcą zarazić ideologią sukcesu.
A Jezus wyraźnie mówi, że Jego Królestwo zbudowane jest na samych klęskach i słabościach. W Jego królestwie zwyciężają słabeusze: cisi, pokorni, ubodzy w duchu, głodni, cierpiący. Prorok Sofoniasza w pierwszym czytaniu zapowiadając to co po wiekach ogłosi Jezus doda jeszcze: „szukający Pana, pokorni ziemi, pokrzywdzeni”. Św. Paweł rozwinie tę listę „Bożych nieudaczników”, tę „armię obdartusów Bożych”, którzy okażą się zwycięzcami w Królestwie niebieskim o kolejne „niedołęgi” w ocenie ludzkiej: „nie możni, nie szlachetnie urodzeni, nie mędrcy… Bo Bóg wybrał to co głupie, co małe co przegrane w oczach świata, by zawstydzić świat”, by upokorzyć tych co są apostołami i zwolennikami sukcesu! Bóg wybrał to co wzgardzone, niemocne, odrzucane przez ludzi, by pokazać, że to tacy ludzie budują Jego Królestwo – Królestwo powstałe na nędzy i słabości.
Ale On to Królestwo i jego wynędzniałych, słabych i pogardzanych obywateli podniesie z tej nędzy! On ich przeprowadzi przez krainę śmierci do chwały zmartwychwstania. Teraz Jego biedni, poniżani, pogardzani przechodzą PASCHĘ, ale On ich wydźwignie z tej krainy umarłych dla świata, tak samo jak kiedyś Ojciec wydźwignął Jego – Jezusa – z krainy śmierci, z grobu do chwały nieba.
Czy zatem dalej chcesz święcić sukcesy ze światem, czy raczej wolisz porażkę z Jezusem, by wraz z Nim potem zmartwychwstać…? Czy wolisz budować piękną, szczęśliwą, ekologiczną, zdrową, sterylną ziemię, na której mieszkają nienagannie uczesani, wieczni młodzi, z błyszczącym uśmiechem na ustach dzieci tego świat, czy wolisz należeć do grona „Bożych połamańców”. Jeśli wolisz to drugie – to przyjmij chrzest! PRZYJMIJ chrzest, to znaczy przyjmij mękę Chrystusa, zanurz się w Jego los, w Jego klęskę, w Jego słabość, by potem z Nim powstać z martwych do życia. Albo… buduj sobie dalej domek z kart w postaci sukcesów jakie proponuje ci ten świat… I czekaj aż on ci się z hukiem zawali grzebiąc cię na wieki…