Jezus pokazuje Ojca
J 14,7-14
Filip prosi dziś Jezusa: „Panie, pokarz nam Ojca”. To było marzenie każdego Żyda. A może i każdego człowieka – zobaczyć Boga! Poznać jaki jest Bóg! To poznanie wystarcza za wszystko w życiu! Nasyca w pełni człowieka. Zaspokaja wszystkie ludzkie pragnienia i tęsknoty. Bo to poznanie w stylu biblijnym, a więc jada, poznanie połączone z doświadczeniem, z przeżyciem, z obcowaniem z daną osobą. Czy można chcieć czegoś więcej? Czy jest w życiu coś ciekawszego i bardziej fascynującego niż Bóg? Całą wieczność będziemy zachwycać się różnorodnością Boga i przez wieczność nam się to nie znudzi!
Filip chciał Boga znać już! Jezus mu mówi, że kto poznał Jego – Jezusa – już poznał Ojca. Oczywiście póki co na tym ziemskim, ograniczonym przez materię i czas poziomie.
Jezus jest manifestacją Ojca! On sobą pokazuje w pełni swego Ojca, pokazuje wszystkie możliwe do uchwycenia tu na ziemi Jego „rysy”. Całe życie Jezusa opowiada o tym jaki jest Ojciec. Jego przypowieści, Jego metafory, ale i Jego czyny – litość, współczucie, wszechmoc – wszystko to mówi o Ojcu, bo Ojciec jest taki sam jak Syn.
Także Jezusowa relacja do Ojca ma nas nauczyć jakimi mamy być my w relacji do Boga, by być jego „dziećmi wymarzonymi”. Ojciec kocha każde dziecko, także to ułomne z powodu grzechu, ale pragnie by każde dziecko – na miarę swych ludzkich ograniczeń – upodabniało się do swego Taty. Jezus zrobił to perfekcyjnie! Nazywamy to „wypełnieniem woli Ojca”. Nie zrobił tego doskonale, w sposób boski, bo był ograniczony pewnymi ludzkimi obciążeniami. Ale Ojciec wymagał od Syna tylko tyle ile Mu Jego ludzka, ograniczona ciałem natura uczynić pozwalała. Dlatego Jezus nie miał wszechwiedzy jak ma Ojciec. Bo te półtora litra mózgu nie pomieści boskiej wszechwiedzy! Ale tego Ojciec od Niego nie wymagał. Tak samo z boską umiejętnością „bycia wszędzie”. Jezus w swoim ciele nie „był wszędzie”! Był tylko w jednym miejscy w danej chwili! Ale to ograniczenie ciała, którego Bóg wcale nie oczekiwał od Niego, by je przekraczał. Innymi słowy: w swym ludzkim ciele Jezus perfekcyjnie wpisał się w Ojcowskie marzenia o ziemskim Synu. Dlatego Jezus jest dla nas wzorem jak być dzieckiem Bożym, jak – żyjąc tu, na ziemi, z całym balastem ziemskich ograniczeń – spełnić doskonale wolę Ojca.
Oczywiście Jezus pokazuje nie tylko jak być Synam, ale i jaki jest Ojciec, jak traktuje On swoje ziemskie, poturbowane przez grzech i ograniczone przez naturę dzieci. Dlatego odpowiedział Filipowi, że kto poznał Jego, ten poznał i Ojca.
Odkrycie, że Bóg to Ojciec, odkrycie jaki jest Ojciec, jak kocha Ojciec i jak wymaga Ojciec, to wszystko czego nam potrzeba. Odkrycie ale i pójście za tym, bo to ma skutkować konkretami w naszym życiu. I tego właśnie całym sobą uczy Jego Syn – Jezus. Dlatego naszym celem jest upodabnianie się do Jezusa. Polega ono na życiu na sposób Jezusowy, albo mówiąc dokładnie „w duchu Jezusa”, bo nie da się jeden do jeden naśladować Jezusa dziś. Choćby dla tego, że ktoś ma za daleko do jeziora by po nim chodzić albo żyje w klimacie zbyt zimnym, by mieszkać w takim domu jak Jezus. Dlatego mówimy o życiu „w duchu” Ewangelii. Tym duchem jest miłość. To ona ma inspirować wszystkie nasze poczynania. To ona, życie w niej, upodabnia nas do Jezusa i tym samym umożliwia Ojcu rozpoznanie w nas Jego rysów.
Problemy są dwa: albo nie mamy ochoty poznawać i naśladować Jezusa. Po prostu nam się nie chce z jakichś powodów. Albo drugi problem: staramy się Go poznawać i naśladować w miłości, ale pojęcie miłości mamy wypaczone! Mylimy miłość Jezusową (Jest nia Duch Święty) z naszym pojmowaniem miłości, które jest światowe – pochodzi od ducha tego świata. Stąd wszystkie nasze nieszczęścia…