kazania,  rok C

Jaki jest twój Jezus Król?

Pierwsze czytanie opowiada nam wydarzenia z początków panowania króla Dawida (ok. 1003 r.). Po śmierci jego poprzednika, króla Saula, Izrael był podzielony. Dawid rządził na północy, ale południową częścią królestwa rządzili krewni Saula. Po krótkiej wojnie domowej Izraelici zwracają się do Dawida z prośbą, aby był także ich królem. Wszak i my jesteśmy „kości twoje i ciało”, tzn. jesteśmy z jednego rodu, doskonale znamy twoje losy. Weź nas więc w opiekę. I Dawid zgadza się, by zostać ich królem. Zawiera tam z nimi przymierze. Nadaje się na ich króla, bo nie jest „odklejony o rzeczywistości” lecz doskonale zna bolączki swojego narodu oraz ich marzenia.

Faktycznie, jego panowanie – choć długie i pełne wojen – jednak zostanie zapamiętane przez naród jako najpiękniejszy czas. Odtąd na zawsze będą marzyć o powrocie do takiej świetności narodu jaka była za króla Dawida. Co więcej, z biegiem czasu i w miarę jak przybywać będzie różnych trudnych doświadczeń narodowych, właśnie w Dawidzie, w potomku Dawida będą upatrywać idealnego króla i przyszłego Mesjasza. My zaś, chrześcijanie dostrzeżemy w tym królu niezwykłą analogię do Jezusa. Narodzony nie w arystokratycznym rodzie, ale w prostej ubogiej rodzinie, nie w pałacu ale w Betlejemskiej grocie, doświadczył wszystkiego tego, czego doświadczyć może człowiek. Poznał biedę i ciężką pracę, odrzucenie, zdradę i niezrozumienie przez swoich, poznał w nadmiarze cierpienie i śmierć. Wszyscy możemy o nim powiedzieć: tyś krew z naszej krwi, a myśmy kości twoje i ciało

Dostrzega to św. Paweł i pisze w Liście do Kolosan, że Chrystus jest właśnie Głową Ciała – Kościoła. On jest początkiem. Pierworodny spośród umarłych… Bóg zechciał by w Nim zamieszkała cała pełnia i aby przez Niego znów pojednać wszystko ze sobą. Jesteśmy bowiem rozdarci jak pokolenia Izreala, nie tylko między sobą ale przede wszystkim jesteśmy oderwani od Boga przez grzech. A Jezus tę przepaść, to rozdarcie zasypał, zakleił sobą samym. 

Jak tego dokonał widzimy w dzisiejszej Ewangelii. To tam, na krzyżu On dokonuje pojednania. Choć pod tym krzyżem ciągle stoi złowrogi wobec Niego świat, choć niektórzy w zapamiętałym gniewie szydzą z Niego i drwią jak członkowie Sanhedrynu lub żołnierze, a inni – jak zły łotr – urągają Mu, bo znaleźli się w otchłani rozpaczy i nie widzą Jego pomocnej dłoni, to przecież jest i mała grupa takich, którzy Go rozpoznali, którzy Mu zaufali, którzy pozostaną Mu wierni do końca. Reprezentuje ją tu ten Dobry Łotr. On wie, że zasłużył na swe położenie, ale nie przeklina swego losu, nie szuka winnych swej sytuacji, lecz ufnie zwraca się do Niego: „Jezus, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. I właśnie on dostaje pociechę i zapewnienie: „Dziś będziesz ze mną w raju”.

Moi drodzy, każdy z nas ma jakieś oczekiwania względem Jezusa – Króla, żywi wobec Niego jakieś marzenia, podobnie jak Izraelici żywili wobec Dawida. Na różne sposoby je wypowiadamy. W gruncie rzeczy wszystkie one wybrzmiały dziś w ustach osób stojących pod krzyżem. Czasem ktoś bardzo dramatycznie, jak członkowie Sanhedryny szydzi: „zejdź z krzyża,  a uwierzymy w ciebie… wybaw siebie i innych… wybaw siebie i nas…” czyli „zabierz Jezu zło z tego świata, usuń cierpienie, zlikwiduj głód, wojny, cierpienie dzieci, nowotwory, tyranów przy władzy, sąsiadów którzy mnie nienawidzą…. Zrób to wszystko a uwierzymy w Ciebie”. Tego właśnie od Ciebie jako Króla oczekujemy! Byś nam tu na ziemi urządzi „nowy wspaniały świat”, byś nam urządził sprawiedliwe państwa, byś nam dał Kościół pełen świętych biskupów i papieży, strzegący tradycji, pilnujący moralności, jednoznacznych w swych wypowiedziach, o który mogę się oprzeć! I nie słyszą tacy odpowiedzi od Jezusa… Nie widzą, by schodził z krzyża… Odchodzą więc sarkając i szukając sobie innych „mesjaszów”.

Inni będą szydzić z Twojej bezsilności jak żołnierze: „popatrz Jezus, pluję Ci w twarz, gardzę twoimi przykazaniami, sarkam na twój Kościół, twoją Oblubienice, lekceważę twoje sakramenty, z premedytacją depczę wszystko co święte, mam Cię po prostu „w nosie” na każdej płaszczyźnie mojego życia! Nie chcę Cię ani w rodzinie, anie w pracy, ani w polityce ani w łóżku, ani na dniu wolnym, ani w szpitalu, ani nigdzie! Gardzę Tobą, a Ty co?! Milczysz?!” I są wśród nas tacy „testerzy Bożej cierpliwości”… Również i oni nie chcą takiego króla, któremu można kołki na głowie ciosać, a On milczy… Ale milczy do czasu…

A Jezus cierpliwie czeka… I pozwala na to wszystko… Bo On czeka na serca skruszone, pokorne, jak to serce łotra, które kocha i wie, że może liczyć tylko na łaskę zmiłowania. Jezus nie podda się pokusom serc pysznych i krzykom ludzi o bezczelnych twarzach. Odezwie się tylko do tych, którzy z pokorą Go poproszą, by właśnie taki Jezus – Jezus połamany – był ich królem… Czy już wybrałeś swojego Jezusa – Króla?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *