kazania,  rozważania

Czy ufasz Piotrowi?

Mt 16,13-19

Jest taki niezwykły kościół, świątynia, wybudowany w XVI wieku, konsekrowany w 1626 roku. Jest on inny od zwykłych kościołów. Normalnie w ołtarzu głównym kościołów są albo jakieś obrazy (MB, Pana Jezusa, świętych, scen ewangelicznych), albo rzeźby, albo krzyż. A w tym kościele w absydzie, w prezbiterium nie jest nic z tych rzeczy tylko olbrzymie… krzesło, potężny tron. Ten duży tron osadzony jest na podstawie unoszonej przez czterech świętych Doktorów Kościoła: Ambrożego, Augustyna, Atanazego i Jana Złotoustego.

O jaki kościół chodzi? Oczywiście o bazylikę św. Piotra w Rzymie. A to krzesło to właśnie katedra, czyli podwyższenie służące do nauczania.  Od tego krzesła wzięły nazwy wszystkie katedry świata. Oczywiście nie jest to oryginalna katedra – tron – ambona z której nauczał Piotr lecz specyficzny „relikwiarz”, w który wkomponowana była właściwa relikwia krzesła, z którego ponoć miał nauczać św. Piotr. (Nie dawno wyjęta do konserwacji… Nie wiem czy już wróciła na swoje miejsce…).

Dziś właśnie mamy „święto krzesła” – byśmy powiedzieli. Ale oczywiście my nie czcimy krzesła, lecz całą niezwykłą rzeczywistość duchową, jak kryje się za niezwykłą relacją, jaka łączyła i nadal łączy Jezusa ze św. Piotrem.

I dziś (przeżywając swoiste deja vu, bo dwa dni temu też słyszeliśmy tę Ewangelię tylko zapisaną przez Marka) dowiadujemy się skąd się wzięła ta relacja i co w niej jest niezwykłego. Przypatrzmy się jej…

Jezus zadaje dziś swoim uczniom, czyli także nam, fundamentalne pytanie. A właściwie dwa pytania: Pierwsze to: za kogo uważają mnie (czyli Jezusa) ludzie, którzy są „obok”, którzy widzą Jego cuda, słuchają Jego nauki, plotkują o Nim, widują Go sporadycznie, gdy przechodzi przez ich wioski. Ci ludzie nie są z Jezusem zbyt „zżyci”. Ot, jest On dla nich „prorokiem”, posłanym przez Boga. Dla innych, tych bardziej „zabobonnych” jest może zmartwychwstałym Janem Chrzcicielem. Może też dla innych jest tym, który ma przygotować drogę mesjaszowi, który wkrótce ma przyjść.

Taka ocena przez ludzi specjalnie nie dziwi. Dlaczego? Bo ci ludzi „żyją obok” Jezusa. Oni nie uczestniczą w pełni w Jego misji, życiu, dziele… Krótko mówiąc: nie są zaangażowani. Oni są zajęci swoim światem, swoimi sprawami, swoją codziennością z jej troskami, a Jezus interesuje ich co najwyżej jako „ciekawe zjawisko” przechodzące przez scenę ich życia. Na chwile zainteresuje, przykuje uwagę, może da rozrywkę, może nawet okaże się pożyteczny, bo uzdrowi kogoś lub nakarmi, ale w gruncie rzeczy On idzie dalej, a oni pozostają i żyją dalej tu i teraz swoim życiem, swoimi sprawami. Na dobrą sprawę On niewiele zmienia w życiu takich ludzi lub prawie nic w nie nie wnosi. 

Dziś takich ludzi obojętnych jest cała masa. Dla nich Jezus jest „przyprawą do zupy”. Jeśli w zupie życia mi czegoś brakuje, to sobie przyprawię, zawołam Jezusa i On spełni swoją rolę przyprawy, a jeśli moja „zupa życia” jest w miarę smaczna, to nawet ta „przyprawa” nie jest mi do niczego potrzebna. Po co zajmować sobie nią głowę… I taki jest dziś coraz więcej… To „apateiści”. Bóg, Jezus jest im w ogóle niepotrzebny, obojętny albo co najwyżej to czasami się przydaje… Jak choroba, głód, wojna lub inne nieszczęście…

Czy wolno takich sądzić? Nie wiem… Jeśli z własnej winy nie weszli w głębszą zażyłość z Jezusem lub ją utracili, to pewnie za to odpowiedzą. Jeśli poznali wcześniej Jezusa, ale nagle On przestał im być potrzeby, przestał ich interesować, to tak – odpowiedzą za to. Odpowiedzą za zagubienie perły! Ale może byli i tacy, którzy Go po prostu nie odkryli, nie znaleźli w Nim wartości, albo nie spotkali… 

Tacy niestety także za to odpowiedzą… Odpowiedzą za to, że byli jak dziki krzak na pustyni: „nie dostrzegli, gdy przechodziło Szczęście”. Zmarnowali szansę na odnalezienie perły, skarbu swego życia, bo za bardzo skupili się na grzebaniu w ziemi… Ich życie było przyziemne… Za bardzo pochłonęło ich „stworzenie” samo w sobie (dobra materialne, bogactwo, zdrowy styl życia, rozrywki, przyjemności…) i przestali dostrzegać Dawcę tego wszystkiego – Stwórcę! 

Dlatego to Bogu trzeba pozostawić ich osąd. My będziemy co najwyżej odpowiadać za to, że nie pokazaliśmy im tego Skarbu – Jezusa (jeśli tego rzeczywiście nie zrobiliśmy…). Jeśli zaś żeśmy im mówili, że Jezus jest skarbem, a oni nas zlekceważyli i dalej tkwili w zachwycie i zaabsorbowaniu tym co ziemskie, to wina zaniedbania spadnie na ich głowy…

Natomiast drugie pytanie skierowane jest już do uczniów, do tych którzy są najbliżej Jezusa, którzy Go poznali, którzy Mu towarzyszą, którzy są Mu bliscy. To pytanie brzmi: „za kogo wy mnie uważacie?” Jesteście przy Mnie cały czas, znacie Mnie najlepiej, widzicie co robię, jaki jestem. Tyle wam mówię, tłumaczę i opowiadam „na osobności”… Za kogo więc wy mnie uważacie?

I tu odpowiedź (w imieniu wszystkich) daje Piotr. I co najważniejsze jest to dobra odpowiedź! „Ty jesteś Mesjasz, Pomazaniec”. A więc Piotr i pozostali dobrze „zdiagnozowali” Jezusa, dobrze odczytali kim On jest. Nie zrobili tego sami, własną mocą, inteligencją, przenikliwością umysłu. Ewangelista Mateusz zdradza, że Piotr nie uczynił tego dzięki własnej zdolności, inteligencji czy obserwacji, lecz ponieważ objawił mu to Ojciec… Więc niewielka w tym była jego zasługa. Tak czy inaczej: ci którzy byli najbliżej Jezusa dobrze Go rozpoznali! 

Problem jednak w tym, że choć odpowiedź była dobra, to jej rozumienie kiepskie albo nawet fatalne… Można powiedzieć: Piotr i uczniowie podali dobry „wynik zadania”, ale samo zadanie rozwiązali błędnie… Tak się czasem zdarza w matematycznych ćwiczeniach… Jezus jest Mesjaszem dla Piotra i reszty, ale takim, którego oni błędnie rozumieją, błędnie odczytują Jego rolę, znaczenie i zadanie jakie ma do wykonania. Dlatego gdy Jezus wystawia na próbę, demaskuje to ich błędne rozumienie, Piotr próbuje przekonać Go, że to Jezus się myli, a nie on. No i obrywa mu się za to… Musi upłynąć sporo czasu, zanim Piotr i pozostali zrozumieją na czym polegała misja Jezusa i Jego bycie Mesjaszem…

Myślę, że patrząc na dzisiejsze święto, na katedrę – tron św. Piotra i Jego rozmowę z Jezusem trzeba sobie zdać sprawę, że cała nasza wiedza o Jezusie nie jest efektem naszej przenikliwości, intelektu lecz łaski Boga. To On objawia Syna komu chce i jak chce. Najpełniej objawił to Piotrowi i Apostołom. Oni objawiają to nam, my czerpiemy z ich wiedzy. Ta łaska poznania Boga opiera się na ich autorytecie. Pięknie pokazuje to wspomniane krzesło Piotrowe: podtrzymują go 4 wielcy biskupi, doktorzy Kościoła. Piotr i dziś nie naucza sam z siebie, ale opiera się na pomocy innych Apostołów. Może czasem ta ich wiedza jaką nam przekazują nas zadziwia lub szokuje, może czasem nawet wydaje nam się, że ich tok rozumowania jest dziwny lub błędny z naszego punktu widzenia, ale trzeba zaufać, że ona ma swe korzenie w Bogu i że dzięki niej realizuje się tajemniczy Boży zamysł wobec człowieka i Kościoła. Ten zamysł może nam się czasem nawet nie podobać, ale ważniejsze że podoba się Bogu.

Módlmy się więc dziś o taką pokorę w przyjmowaniu nauczania papieża, biskupów, tych wszyskich których zwiemy „Magisterium Kościoła”. Prośmy byśmy umieli zaufać Duchowi Świętemu, który ich prowadzi nawet jak ścieżki którymi to robi wydają się nam dziwne lub błędne. Bo najważniejsze że to są ścieżki Boże… Nie muszą być wygodne, nie muszą nam się podobać… Krzesło im twardsze, tym zdrowsze…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *