rozważania

Cieszyli się z nią razem

Łk 1,57-66

Gdy Elżbieta rodzi swego syna, to jej sąsiedzi i krewni odczytują to jako znak miłosierdzia Bożego względem niej. Tyle lat czekała wraz z mężem… Może już straciła nadzieję… A tu takie szczęście! Nie dziwi więc atmosfera radości jaka panuje w domu Zachariasza. Ale ważne jest by dostrzec nie tylko radość matki i ojca (co zrozumiałe), ale także radość ich krewnych i sąsiadów! Nie tylko rodzice się cieszą, ale wraz z nimi cieszę się (synechairon aute) ich bliscy. Nie jest to chyba postawa często dziś spotykana… Mam wrażenie, że u nas często radości jednych towarzyszy zazdrość innych. Możemy spekulować, że być może wśród krewnych Zachariasza był ktoś kto już „ostrzył sobie zęby” na majątek po kapłanie i jego małżonce, a tu nagle pojawia się dziedzic. Ewangelista jednak wyraźnie pisze, że było to powodem radości krewnych i sąsiadów. A myślę, że była to szczera radość. Czy zdolny jestem do takiej radości? Cieszyć się z cieszącymi, płakać z płaczącymi…?

Za chwilę całe to towarzystwo ogarną inne uczucia. Najpierw zdumienie (ethaumasan pantes), gdy ojciec i matka, zgodnie, bez możliwości wcześniejszej konsultacji (wszak Zachariasz był głuch i niemy) wybrali dziecku to samo imię i to imię, którego nie można było się „domyśleć”, bo nikt w ich rodzinie takiego nie nosił. A za chwilę wszystkich ich sąsiadów ogarnie strach (fobos), gdy głuchoniemy Zachariasz zaczyna mówić. Jest to jednak strach z kategorii bojaźni Bożej, jaką wzbudzają niezwykłe Boże interwencje i spotkanie z Bożymi tajemnicami.

Radość, zdumienie, strach… Niezwykła atmosfera musiała panować w domu Zachariasza i Elżbiety, i w ich miejscowości… A wszystko to po tylu latach milczenia proroków… Nagle coś się dzieje… Nastąpiło poruszenie w skostniałym już być może Narodzie… Choć na razie dopiero w jego małej cząstce. Ale to już coś. Iskra nadzieji rozgorzała!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *