kazania,  rozważania

(Za)Wysoka poprzeczka

Łk 6,27-38

Jezus zaprasza nas dziś – z pomocą św. Łukasza – na równinę. Bo o ile Mateusz umieszcza słynne kazanie Jezusa na górze, o tyle Łukasz analogiczne nauki umieszcza na równinie. I tak u Mateusza na górze słyszymy 8 błogosławieństw, a u Łukasza na równinie 4 błogosławieństwa i 4 biada. Obie te mowy (a właściwie jedna i ta sama, ale zredagowana przez 2 różnych ludzi) są sztandarowymi mowami Jezusa. To jest cały Jego „program nauczania”, „program duszpasterski”, expose, lub akt założycielski Jego Królestwa.

I właśnie w tej mowie – zaraz po błogosławieństwach – Łukasz umieszcza przykazanie, które jest chyba najbardziej charakterystycznym dla Jezusa. Wielu ludzi chciałoby z Jezusa uczynić filozofa lub założyciela jednej z głównych religii świata i umieścić go na półce obok Sokratesa, Platona, Buddy, Zaratustry, Mojżesza, Manco Capaca, Mahometa, czy Konfucjusza. Oczywiście tym co powoduje, że Jezus totalnie wymyka się próbie takiego zaszeregowania jest Jego wcielenie i zmartwychwstanie, Jego autentyczne bóstwo. Ale nawet gdyby zatrzymać się tylko na przesłaniu religijnym, na samych słowach, które Jezus głosił, to i tu deklasuje On wszystkich wyżej wymienionych. A tym co wysuwa Go nawet nie na początek tej stawki, lecz umieszcza w zupełnie innej lidze, są właśnie słowa z kazania na równinie, zwłaszcza te któreśmy przed chwilą słyszeli – słowa największego przykazania jakie Jezus pozostawił swoim uczniom. Chodzi oczywiście o przykazanie miłości nieprzyjaciół. Żaden bowiem z tych co byli przed Nim, ani też z tych co byli po Nim nie posunął się tak daleko w swych naukach, by oczekiwać od swych uczniów, by ci „miłowali swych nieprzyjaciół, dobrze czynili tym którzy ich nienawidzą, błogosławili tych którzy ich przeklinają, modlili się za przeklinających i nadstawiali drugi policzek bijącym.”

To są tylko Jego wymagania jakie stawia On swym uczniom, czyli tym, którzy zdecydowali się wejść na Jego drogą, iść Jego śladami, a których w Antiochii nazwano chrześcijanami. I właśnie po tym poznaje się uczniów Jezusa. Kochać bliźnich, kochać tych co są wobec nas mili – to zaleca wielu mędrców. Ale kochać tych co nam czynią krzywdę – tego uczy tylko Jezus. I nie tylko On to zaleca, ale też daje osobisty tego przykład, gdy w chwili największego cierpienia na krzyżu przebacza swym oprawcom i modli się za swych katów.

Dobrze rozumieli to pierwsi chrześcijanie, pierwsi naśladowcy Chrystusa: Szczepan, Piotr, Paweł z Tarsu i inni. Oni nie próbowali alegoryzować, ugłaskiwać, interpretować duchowo tych poleceń, jak to do dziś wielu próbuje robić rozmywając naukę Chrystusa. Oni po prostu brali te słowa dosłownie – przebaczać to przebaczać; nadstawiać drugi policzek to nadstawiać, a nie szukać sposobów jak tu „obejść” to przykazanie.

A dlaczego było to tak ważne przykazanie Jezusa? Dlatego, że właśnie to przykazanie czyni z chrześcijanina doskonałą ikonę Boga Ojca. Zostaliśmy stworzeni na Jego obraz, ten obraz w sobie zatarliśmy, a Jezus pokazał nam jak go odnowić. Tylko Bóg odmalowany przez Jezusa, a potem przez takich właśnie Jego uczniów jak Szczepan i inni, jest Bogiem prawdziwym, Bogiem o obliczu Ojca miłosiernego, który kocha swoje dzieci, nawet te dzieci które Mu czasem plują w twarz. Bądźcie miłosierni jak miłosierny jest wasz Ojciec – to są słowa, które najwięcej mówią o Bogu Ojcu, ukazują Jego najważniejszy i – jak mówiła św. Faustyna – „największy przymiot”: miłosierdzie.

Kochani, nie każdego stać od razu na miłość nieprzyjaciół. Większość z nas musi „startować z niższej belki” na rozbiegu. Ta niższa belka to miłość bliźniego, miłość współbrata, który jest w potrzebie, a który nie czyni nam nic złego. Takich „zawodników” mamy w Kościele sporo – choćby dzisiejszy patron – św. Jan z Kęt. Życie pokazuje jednak, że czasem to nawet takiego bliźniego w potrzebie trudno kochać. Dlatego papież Franciszek, a dziś za nim papież Leon z taką gorliwością przypominają nam o konieczności troski o ubogich. Dla wielu z nas nawet ta belka na skoczni wydaje się być jednak „za wysoko”, skoro papieże muszą przypominać i zachęcać chrześcijan do czegoś tak oczywistego jak troska o ubogich. Ale to, że my nie potrafimy skakać z najwyższej belki, ani nawet z tej średniej to nie powód, by obniżać ją dla wszystkich! Dlatego ci co próbują wygładzić Chrystusowe wymagania, w rzeczywistości zakłamują Jego Ewangelię – nawet jeśli używają do tego bardzo uczonych słów i przekonywujących argumentów. Jeśli samemu nie stać mnie na miłość nieprzyjaciół, a i z trudem kocham swego brata, to może choć nie będę przeszkadzał lub gardził tymi, którzy jednak starają się skoczyć z wyższej belki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *