Wyjść ze strefy komfortu
Mk 8,34-9,1; Rdz 11,1-9
Słyszymy dziś jak Jezus mówi: «Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”. To jest zaproszenie do pewnej dynamiki. Trzeba zostawić miejsce w którym się żyło, trzeba zostawić pewną strefę komfortu, przestrzeń która dawała mi poczucie bezpieczeństwa i wyruszyć w nieznane. Do tego potrzeba nie tylko chęci, ale i odwagi, pewnej przebojowości, gotowości na podjęcie ryzyka, a przede wszystkim usłyszenia i posłuchania głosu Jezusa.
Dziś mówimy, że mamy mało powołań. To nie tak: powołania są, Bóg woła, tylko niewielu ma odwagę by zaryzykować i odpowiedzieć na to wołanie. Wielu ma powołanie, ale niewielu ma odwagę za nim iść! Dlaczego? Bo wolimy naszą bezpieczną strefę komfortu, wolimy nasze przedeptane, sprawdzone ścieżki życia, niż zdobycie się na coś nowego, co niesie ryzyko. Czasem też trzeba zdobyć się na radykalną odmianę wewnętrzną, odmianę w myśleniu, odmianę w pragnieniach, czasem przemodelowanie swej hierarchii wartości i potrzeb. A to wiąże się z ryzykiem, z rewolucją… A my nie lubimy rewolucji w życiu. Wolimy święty spokój.
Dobrze to pragnienie stabilizacji jakie drzemie w człowieku widać w pierwszym czytaniu. My jesteśmy dziećmi ludzi spod wieży Babel, nic się w swej naturze od nich nie różnimy. A oni właśnie tacy byli – pragnęli wygody, poczucia bezpieczeństwa, pragnęli pewnej stabilizacji…
Na pierwszy rzut oka można się dziwić temu co z nimi robi Bóg. Bo przecież oni dogadywali się, byli zdolni do tworzenia pewnej jedności… Wczoraj modliliśmy się o pokój między ludźmi. A tu dziś słyszymy, jak Bóg interweniuje i burzy im ten pokój, wprowadza między nich nieporozumienia, a więc i podziały. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego Bóg miesza w ich życiu?
No właśnie… miesza w ich życiu… Z dwóch zdaje się powodów… Po pierwsze: chodzi o IMIĘ. To co ich miało jednoczyć to ich imię: Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób zdobędziemy sobie imię, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi. To zdobycie imienia to swego rodzaju stworzenie sobie sztandaru, który miał ich gromadzić, stworzenie pewnej IDEI, która ma ich jednoczyć. Ale nie było tym imieniem imię Boże, to nie Bóg i Jego kult, Jego sprawy miały ich jednoczyć, lecz ich własne, ziemskie, doczesne ideały, sprawy, wyzwania. Odwrócili swe zainteresowania od Boga, a skupili się na swoich ziemskich sprawach. Dlatego Bóg im to zburzył, aby zaczęli szukać Jego, Jego imienia.
Ale był też drugi powód tej interwencji Boga. I on związany jest już właśnie z tą strefą komfortu. Ludzie spod wieży Babel przybyli ze wschodu i tu, na równinie Szinear zamieszkali, osiedli się. I znów: na pierwszy rzut oka – co w tym złego? Otóż właśnie jest w tym zło, bo Pan Bóg stwarzając człowieka dał mu za zadanie, by ten zaludnił całą ziemię, a więc był we wszystkich jej zakątkach, a oni sobie postanowili zagospodarować swój wybrany przez siebie kawałek i jako cel postawili coś co jest sprzeczne z wolą Boga: „abyśmy się nie rozproszyli”, podczas gdy Bóg pragnął właśnie tego ich rozproszenia, tego by panował człowiek nad całą ziemią, a nie tylko nad równiną Szinear. A więc mieszając im języki On ich „zmusił” by poszli na całą ziemię.
Zobaczcie, dokładnie to samo dzieje się w Wieczerniku podczas zesłania Ducha Świętego (nawiasem mówiąc właśni to czytanie czytamy w tę Uroczystość). Tam też Bóg zsyła swego Ducha by „rozproszyć” uczniów, by wyszli z tego bezpiecznego ale zamkniętego Wieczernika i poszli na cały świat, co też czynią. W Wieczerniku jednak robi to bardziej bezboleśnie. Ale znów ci którzy zostali powołani by pójść za Jezusem, by iść z Ewangelią jak On to robił, zamiast iść, schowali się i siedzieli w przytulnym, wygodnym i bezpiecznym dla nich miejscu.
Właśnie ta potrzeba bezpieczeństwa, potrzeba stabilizacji, może nawet wygody, to uchylanie się od tego co nowe, nieznane co może zburzyć nasz święty spokój jest tym, co blokuje dziś wielu by iść za Jezusem w nieznane. I Jezus czasem musi zburzyć czyjś poukładany, wygodny światek po to, by sprowokować człowieka do działania.
Kiedyś słyszałem takie zdanie: wie ksiądz, dlaczego mamy tych emigrantów, tych uchodźców w Europie teraz? Bo zaniedbaliśmy jako chrześcijanie głoszenie Ewangelii muzułmanom! To my mieliśmy iść do nich z Jezusem i Jego Dobrą Nowiną, ale myśmy sobie w Europie zbudowali naszą wygodną wieżę Babel, zebraliśmy się wokół niej, obwarowaliśmy bojąc się by nam jej ktoś nie zdobył i zburzył, więc Bóg który nakazał „idźcie na cały świat” przysłał świat muzułmański do nas – bo nam się nie chciało (poza małymi wyjątkami) iść do nich, do świata muzułmańskiego, to Bóg przysłał ich do nas.
Prośmy dziś Ducha Świętego, byśmy my sami, ale też inni, którzy jeszcze wahają się czy posłuchać głosu Jezusa i iść za nim, mieli odwagę wyjść z naszej ziemi Szinear, ze strefy komfortu i iść w świat z Jego Ewangelią.